poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 5: Cześć, mamo + przeprosiny!

Po chwili kiedy film stał się już nudny powiedział:
- Twoja mama się o ciebie martwi. - a ja zszokowana podniosłam do góry głowę i zapytałam go
- Jak to się o mnie martwi? Ze mną wszystko dobrze nie musi się martwić - Co ja jej znowu zrobiłam, że snuje jakieś podejrzenia przeciwko mnie.
- Sam mogę stwierdzić, że jesteś trochę dziwna - przerwał - ale nawet da się ciebie lubić - uśmiechnął się do mnie szczerze, a ja mu posłałam słaby uśmiech, który moim zdaniem wyglądał jak grymas... ciekawe jak ja teraz wyglądam?
- Wyglądasz co najmniej dziwnie... - powiedział, a ja się po raz pierwszy zaśmiałam, prawdziwie, nie sztucznie.
- Hahaha! ty popatrz na siebie - śmiałam się jak opętana, tak jakby mnie demon opętał, a pro po demonów/duchów...
- Wierzysz w duchy? - zapytałam znienacka
- Nie wiem, nie będę mówił  o czymś czego nie widziałem, a ludzie którzy twierdzą, że widzieli ducha mogli być po prostu przemęczeni, a coś się stało? - zapytał z troską.
- A nie nic, tak się tylko pytałam - Przecież nie mogłam powiedzieć mu jaka była prawda.. wyśmiałby mnie!
Reszta wieczora z nim minęła bardzo dobrze! Żeby nie było to ja nic do niego nie czuję, po prostu przyjaciel i tyle. Zresztą on też tak mówi. Postanowiłam, że założę sobie pamiętnik, fajnie by było po latach zajrzeć i sprawdzić. Nagle z rozmyśleń wyrwała mnie matka... teraz mam ochotę ją zabić, naopowiadała, że jestem chora psychicznie, a to wcale nie była prawda.
- PAULINE! - wydarła się na cały dom matka... ughh...
- Tak, mamo - zapytałam się jej.
- Zejdź na dół nie będziemy tu rozmawiać, jasne? - pokiwałam głową i poszłyśmy razem na dół.
- Hmmm, a więc od czego tu zacząć - powiedziała
- Może najlepiej od początku - podpowiedziałam i zaczęłam się patrzeć na buty z głupim uśmieszkiem.
- Jedziemy na wakacje za Londyn, ponieważ muszę popracować w ciszy, a nie w chaosie, czyli mieście. - powiedziała.
- Ja nie mam  nic przeciwko, możemy jechać. - powiedziałam
- Na JUTRO masz być spakowana, uciekaj! - powiedziała, a ja poszłam na górę się spakować, a była 23:47...
Pakowanie skończyłam o godzinie 02:11 i odrazu poszłam spać, a śniłam jak zawsze i mam w zwyczaju o tacie...


czekam na śmierć
dlaczego to tak długo trwa
chce już być na drugiej stronie...
czekam jak na zbawienie
zbawienie śmierci,
mej duszy...
czekam na nią jak na anioła
żeby mnie zabrał
wręcz porwał do swego świata ...
więc czekam i czekam ...
lecz anioł nie przychodzi
chce mnie zostawić tu ,
abym żyła wiecznie ...

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Sorki, że nie pisałam, ale miałam dużo na głowie :/ Rozdział do dupy, w ogóle nie wiem o co w nim chodzi, a opowiadanie za ok. 5 do 10 rozdziałów się skończy, będziecie zaskoczeni końcem obiecuję! A jutro będzie rozdział bo mam już rekolekcję!!! Od razu po feriach :( 
Dobra, pa bo idę oglądać z mamą komedię romantyczną! RATUNKU! 

Pozdrawiam i liczę, że docenisz moją pracę ♥


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz